foto1
Obozy narciarskie
foto1
Integracyjne Rajdy Mechanika
foto1
Wyprawy w góry
foto1
Piesze Rajdy Mechanika
foto1
Rowerowe Rajdy Mechanika
+48 13 43 215 61
muksmechanik@interia.pl

Początek wakacji postanowiliśmy spędzić w Słowenii, dlatego wybraliśmy się w Alpy Julijskie na najwyższy szczyt Słowenii – Triglav, wznoszący się na wysokość 2864 m. npm. Szczyt ten jest świętą górą Słoweńców i znajduję się w ich godle. Panuje przekonanie, że każdy patriota słoweński powinien zdobyć go przynajmniej raz w życiu. Wyjście na ten szczyt nie należy jednak do najłatwiejszych, o czym sami mieliśmy okazję przekonać się. Samochodem dotarliśmy do parkingu w dolinie Vrata. Wyjście w góry rozpoczęliśmy o godz. 7.00 z wysokości 1000 m npm, bo na takiej wysokości usytuowane jest schronisko Aljazew. Zaraz za schroniskiem przechodziliśmy przez lawinisko, które powstało na wiosnę tego roku. Śnieg zniszczył spory kawałek lasu, a drzewa, które pozostały, były powyginane i połamane jak zapałki. Potem obok pomnika poświęconego wspinaczom i alpinistom, którzy zginęli w tej okolicy, weszliśmy na drogę Tominsek-Weg.Prowadzi ona w stronę szczytu i jest usytuowana w północnej ścianie Triglava, mającej szerokość 2000 m i wysokość 1000 m. Droga ta wspina się stromymi zboczami na triglavski lodowiec i w najbardziej niebezpiecznych miejscach jest ubezpieczona stalowa liną - tzw. via ferratą. Dzięki temu, że dysponowaliśmy odpowiednim sprzętem asekuracyjnym (uprzęże, liny, lonże, raki i czekany), mogliśmy bezpiecznie poruszać się po tej ścianie.

Około godz. 16 dotarliśmy do schroniska Triglavski dom na Kredaricy, które znajduje się na wysokości 2515 m npm. Tam wynajęliśmy pokój na nocleg i po przepakowaniu się, jeszcze tego samego dnia, ruszyliśmy na szczyt. Teraz czekała na nas najtrudniejsza część drogi - stroma i zaśnieżona ściana prowadząca na mały Triglav, a potem ubezpieczona, ale wąska grań prowadząca na najwyższy szczyt Słowenii. Na szczycie zameldowaliśmy się w komplecie około godz. 18.30 i obok jednoosobowego schronu z zachwytem podziwialiśmy panoramę Alp z wysokości 2864 m npm. Mimo zachmurzonego nieba widoczność dochodziła do kilkuset kilometrów. Adriatyku jednak nie udało się nam zobaczyć, chociaż jest on widoczny przy dobrej pogodzie. Zejście ze szczytu zakończyliśmy około godz. 20.00 i już o zmroku powróciliśmy do schroniska.
Następnego dnia, po przespaniu się na najwyższej do tej pory wysokości, postanowiliśmy schodzić w dół. Po przejściu lodowca pod Triglavem, rozpoczęliśmy schodzenie inną droga niż wchodziliśmy dnia poprzedniego. Wybraliśmy drogę Prag-Weg, która okazała się znacznie łatwiejsza i bezpieczniejsza, bo mniej było eksponowanych momentów na trasie. Do doliny Vrata zeszliśmy około godz. 12, a do samochodu dotarliśmy o godz. 14. Wejście na szczyt trwało prawie 12 godzin, a różnica wysokości wynosiła 1864 m.
W drodze powrotnej do Polski zatrzymaliśmy się jeszcze pod jedną z największych skoczni w Europie – w Planicy. Kolejnym miejscem, które podziwialiśmy, było miasteczko Bled i jezioro o tej samej nazwie. Jest to miejsce, które Słoweńcy uważają za najpiękniejsze w swoim kraju. Nad miastem i jeziorem góruje zamek, a na wyspie znajduje się malowniczy klasztor. Na koniec naszego pobytu w Alpach Julijskich oglądaliśmy największy z wodospadów w tych górach – Slap Savica, który w całości ma wysokość ponad 600 m, chociaż widoczna część ma 25 m, bo reszta przebiega przez różne korytarze skalne.
Wracając do Polski pozostawiliśmy za sobą wiele pięknych szczytów i dolin, na które jeszcze z pewnością wrócimy, bo kto był tam raz, zawsze chce wracać w te urokliwe góry.
W wyprawie wzięli udział członkowie i sympatycy MUKS „Mechanik” - Ela, Piotr, Hubert, Zbyszek i Grzegorz.
Grzegorz Podkul - przewodnik

   
  15.11.2018 Ferienhaus Ostsee

Przyjaciele